<title_newspaper="Przyjaciółka">
<title_article="Pożyczamy sobie samym">
<author_1="">
<language="pl">
<style="press">
<year="1951">
<month="6">
<date="1951-06-24">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Jesteśmy w hali maszyn. Bez trudu odnajdujemy Marię Jarzębską. W roboczym kombinezonie, nachylona nad obrabiarką, rzuca do skrzyni metalowe krążki. Wiem, że Jarzębską jest matką dwojga dzieci, że jej mąż jest robotnikiem budowlanym. Jest właśnie przerwa obiadowa. Podchodzą do Marii i pytam o Pożyczkę Narodową— Jestem Polką i kocham swój kraj — odpowiada mi, poważniejąc. Dużo przeżyłam i dużo widziałam i u mnie przy pracy widzę, jak wiele się zmienia, jak wiele nowego i dobrego tworzy się. Dumna jestem z tego, że kraj nasz tak rośnie i rozwija się. Nie żałuję dla Polski pracy, nie będę przecież żałować pieniędzy. — Kiedy podpisałam pożyczkę moja matka, która z nami mieszka, powiedziała: — A może byś mniej Maryś, dała? Mamy przecież dzieci? Wtedy odpowiedziałam jej: — A czy mając dwoje dzieci będzie nam łatwo żyć w zacofanym kraju? Przecież to co dajemy Ojczyźnie, dajemy dla nas. — Jak byłam w ciąży z pierwszym dzieckiem mówiłam nieraz mężowi: do jakiego życia je rodzę? Czy mam prawo wydać je na świat, jeżeli nic nie mogę zrobić dla jego szczęścia? Później, jak rosło, myślałam: dopóki jesteś u matki, jest ci dobrze. Ale jak pójdziesz z domu — gdzie znajdziesz pracę? W jakich to warunkach będziesz pracować, żeby żyć? Było to przed samą wojną i podczas okupacji. Rozumiecie, jak teraz się zmieniło — mówi, uśmiechając się. — Człowiek nie jest ślepy. Widzi. — budują się wielkie fabryki, całe miasta fabryk, budują się domy, w których będą mieszkali tacy zwyczajni ludzie, jak my. Oglądałam te fabryki. Wiecie — ja jestem przede wszystkim matką, więc patrząc na to, co zbudowaliśmy myślę: w tej jasnej hali, a może w tamtej będzie pracował mój syn. 
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
